Wiktoria (Lille, Francja)

Wyjazd w ramach programu Erasmus to najlepsza decyzja, jaką można podjąć w trakcie całych studiów, a może i całego życia. Jeszcze pół roku temu sama podchodziłam do tego przedsięwzięcia sceptycznie. Nigdy nie byłam specjalnie otwarta do ludzi i bałam się, że również za granicą będę skazana na swoje towarzystwo. Dzisiaj wiem, że martwiłam się zupełnie niepotrzebnie. Wszyscy bowiem znajdują się w takiej samej sytuacji. Wszyscy przyjeżdżają w nieznane, z praktycznie podstawową znajomością języka i wszyscy szukają przyjaciół. Trzeba się naprawdę uprzeć, by w trakcie zajęć, mieszkania w akademiku i spotkań organizowanych przez ESN nie poznać zupełnie nikogo.
Erasmus to nie tylko stereotypowe codziennie imprezy, to także wspólne gotowanie międzynarodowych potraw, wspólne wypady do opery, teatru i kina, wspólne zwiedzanie europejskich stolic (Lille to najlepsza „baza wypadowa" do Londynu, Amsterdamu, Paryża czy Brukseli), wspólne pieczenie ciasteczek na Boże Narodzenie, cotygodniowa tradycja picia kawy w przytulnych francuskich kawiarniach, wzajemna nauka języka obcego, wspólne doświadczenia nowej kultury (ale także pokazywanie innym tradycji własnego kraju), wzajemne wsparcie w razie problemów, czy wspólne narzekanie na francuską biurokrację – te doświadczenia wiążą jak żadne inne!

Z Lille wyjeżdżam z ciężkim sercem oraz z siecią znajomych na całym (!) świecie. Pożegnania z nimi były naprawdę ciężkie, ale już wiem, że podczas weekendu majowego odwiedzę przyjaciółkę we Wiedniu, a w przyszłym roku wybieram się nawet na ślub do Holandii!

Wiktoria Zając, studentka socjologii

Data opublikowania: 20.01.2014
Osoba publikująca: Anna Szwed