Daria (Bergen, Norwegia)

Do Bergen wyjechałam z nastawieniem, że wybieram się do jednego z najdroższych i najzimniejszych krajów Europy, co może sprawiać trudności w planowaniu czasu wolnego, poznawaniu nowych ludzi oraz w mobilizacji do nauki i chodzenia na wykłady - we wszystkim, co wydaje się być podczas tego typu wyjazdu najważniejsze. Wraz z początkiem pierwszego semestru, który rozpoczynał się już w sierpniu, większość moich negatywnych założeń nie sprawdziła się. Sprzyjała temu nie tylko pogoda, która w tym czasie była wyjątkowo słoneczna (podobno było to najgorętsze lato w Norwegii od 1905 roku !), ale przede wszystkim przyjazna atmosfera, jaką od samego początku starał się zapewnić sam Uniwersytet.

Najważniejszy dla zaaklimatyzowania się w mieście i poznania systemu funkcjonowania uczelni według mnie był pierwszy tydzień „wprowadzający". W tym czasie każdy zagraniczny student zostawał poinformowany m.in. o sposobie rejestrowania się na przedmioty, ofercie wolontariatów oraz innych możliwościach rozwoju, z których można było korzystać przez cały pobyt – było tego naprawdę dużo! W ciągu dnia organizowane były również wycieczki w obrębie centrum, dzięki którym już od początku dało się swobodnie poruszać po najważniejszych punktach miasta. Wieczorami natomiast wszyscy chodziliśmy na imprezy integracyjne do klubów studenckich, gdzie mieliśmy okazję nie tylko poznać siebie wzajemnie, ale również odkryć drugą naturę, na co dzień trochę zamkniętych, lecz zawsze przyjaźnie nastawionych Norwegów.

Z nowo poznanymi ludźmi z niemalże wszystkich krajów świata podczas tygodnia „wprowadzającego" łatwiej było planować czas wolny w ciągu całego pobytu. Chodziliśmy głównie po górach (zdecydowanie warto mieć do tego odpowiednie buty), pływaliśmy we fiordach, a gdy zrobiło się nieco zimniej, wyszukiwaliśmy różnego rodzaju okazji, by móc w większości przypadków za darmo pozwiedzać muzea lub pójść do Filharmonii – tego typu atrakcji w tym roku było zadziwiająco sporo. Dużo stresów przysparzała mi myśl o pisemnych egzaminach, trwających od 3 do 8 godzin, w zależności od wybranego przedmiotu. W praktyce jednak, chociaż trzeba było się na nie odpowiednio dużo uczyć, same w sobie nie były trudne, a czas, jaki dawano na odpowiedzi na pytania, był wystarczający, by móc spokojnie przelać całą swoją wiedzę na papier. Dodatkowym ułatwieniem była możliwość korzystania z własnych słowników, które wcześniej skrupulatnie i dokładnie sprawdzano.

Na zakończenie wyjazdu udało mi się jeszcze przez kilka dni nacieszyć śniegiem, który długo przez wszystkich wyczekiwany, spadł w końcu kilka dni przed moim odlotem. Całe pół roku pobytu w Norwegii wspominam bardzo miło. Była to nie tylko idealna okazja do podszkolenie języka, nauczenia się czegoś nowego i zwiedzenia tego pięknego kraju, ale przede wszystkim szansa do poznania ludzi niemal ze wszystkich krajów świata, np. Stanów Zjednoczonych, Australii, Pakistanu, Indii, Chin, z którymi mam kontakt do dzisiaj.

Data opublikowania: 21.01.2015
Osoba publikująca: Anna Szwed